Popatrzyłam na niego zła, po czym najzwyczajniej w świecie odwróciłam się do niego plecami. Bardziej niż głodna byłam zmęczona, dlatego przymknęłam powieki i skuliłam się w sobie. Jedna uporczywa myśl, która krążyła mi ciągle po głowie, nie pozwalała mi spokojnie zasnąć. W końcu zdecydowałam się zapytać o to Kuro, jednak poprzedziło to długie bicie się z myślami.
- Co z trucizną, o której mówił Keisuke? - spytałam chłodno. Po krótkiej chwili ciszy usłyszałam spokojny głos.
- Zabrałem od niego odtrutkę i dałem ci ją na samym początku.
Zastrzygłam uszami i skuliłam się jeszcze bardziej. Nie do końca rozumiałam dlaczego mi pomagał i się o mnie troszczył. Niby powiedział, że jego zamiary wobec mnie się zmieniły, ale... Przed oczami cały czas miałam naszą walkę w lesie. Skuliłam się jeszcze bardziej nie zważając na ból brzucha. Nie chciałam płakać. Nie chciałam, żeby Kuro słyszał, że płaczę. Przycisnęłam dłonie do twarzy i starałam się tłumić w sobie szlochy. Po kilkunastu minutach zasnęłam.
Kiedy otworzyłam oczy, jedyne co zobaczyłam to ciemność. Totalna ciemność. Dopiero po chwili poczułam na twarzy łaskoczące mnie włosy. Może bardziej futro...? Chwila. Futro?! Natychmiast odsunęłam się w tył i zobaczyłam tuż przed sobą ogromne cielsko czarnego wilka. Wielki łeb spoczywał spokojnie, na złożonych przednich łapach, czerwone oczy chowały się pod powiekami, grzbiet unosił sie miarowo, dając sygnał, że zwierze cały czas żyje. Przyglądałam mu się uważnie, szeroko otwartymi oczami. Musiałam przyznać, że był... Piękny. Jako wilk, ale również jako człowiek. Wyciągnęłam dłoń w stronę jego pyska, jednak kiedy już czułam pojedyncze włoski na skórze, natychmiast cofnęłam rękę. Westchnęłam cicho i usiadłam, patrząc w stronę wyjścia. Niezwykle korciło mnie, żeby się przejść. Zacisnęłam zęby i przełożyłam jedną nogę ponad cielskiem wilka. Starałam się przejść na drugą stronę tego zwierzaka, tak by go nie obudzić, jednak szwy skutecznie mi to utrudniały. Kiedy już kucałam po drugiej stronie, starając się uspokoić oddech, mokry nos Shinigamiego dotknął mojego policzka. Szybkim ruchem uderzyłam go w pysk, który natychmiast odsunął z cichym piskiem. Westchnęłam cicho i podniosłam się na proste nogi, podchodząc powoli do wyjścia. Na ciemnym bezchmurnym niebie widniał złocisty półksiężyc, oświetlając delikatnym blaskiem wierzchołki drzew. Powoli wystawiłam jedną nogę poza sypiący się budynek.
- Hokori? - cichy głos Kuro był dla mnie jak popchnięcie. Odepchnęłam się lekko ręką od ściany i pomknęłam między drzewa, ignorując narastający ból. Biegłam przed siebie dobre kilkadziesiąt metrów, zanim ręce białowłosego pochwyciły mnie i przyciągnęły do siebie. Zaczęłam mu się wyrywać, starając uwolnić chociaż jedną rękę, ale Kuro trzymał mnie mocno. Zbyt mocno bym w tym stanie mogła się uwolnić z jego uścisku. Poluzował uścisk, dopiero gdy moje łzy wylądowały na jego rękach. Pod wpływem wyczerpania lub może po prostu z bezsilności, moje kolana gwałtownie się zgięły, ciągnąc naszą dwójkę w dół. Chłopak cały czas mnie obejmował, przyciskając swoje ciało do mojego. Nagle jego usta spoczęły na mojej szyi, co wywołało u mnie ciarki i... Niemoc. Po prostu nie potrafiłam się ruszyć. A może nie chciałam? Nie cierpiałam, kiedy to robił, ale jednocześnie też to kochałam. To było nieziemskie uczucie. Poczułam jak białowłosy podnosi się na równe nogi, a następnie bierze mnie na ręce i kieruje się z powrotem do tej ruiny. Nie chciałam tam wracać, jednak bez możliwości poruszenia się czy powiedzenia czegokolwiek, wygłoszenie mojego sprzeciwu było niemożliwe. Pełną kontrolę nad sobą odzyskałam dopiero, gdy Kuro postawił mnie na ziemi tego budynku-szopo-ruiny.
- Nie chcę tutaj być z tobą. - warknęłam, po czym zaczęłam go uderzać rękami, jednocześnie próbując wypchać z budynku. - Wyjdź stąd. Wynoś się! Nie chce cię widzieć! Nienawidzę cię, okłamałeś mnie! Wynoś się, rozumiesz?! Nie chce cię dłużej znać!
- Mówiłem, że odejdę, ale jak odzyskasz siły - powiedział twardo, łapiąc mnie za oba nadgarstki. Szarpnęłam się gwałtownie, wyrywając ręce z uścisku.
- Nie obchodzi mnie to! Mam zniknąć teraz! - warknęłam, wpatrując się w chłopaka wściekłym spojrzeniem. Jednocześnie wewnątrz mnie jakiś cichutki głosik, prosił, by Kuro został ze mną do końca. Jednak moja urażona duma i zaufanie do chłopaka, przekrzykiwało ten cichy głosik. Silne palce białowłosego ponownie oplotły się wokół moich nadgarstków, starając się przyciągnąć mnie do niego.
- Nie dotykaj mnie, ty... - urwałam nagle, kiedy jego usta zetknęły się z moimi. Tym razem nie był to jednak krótki pocałunek, jak poprzedniego dnia, tylko dużo dłuższy i bardziej namiętny. Kopałam go jedną nogą w udo, jednak każdy następny cios był słabszy od poprzedniego. W końcu za plecami poczułam nierówną ścianę. Moje dłonie zostały uwolnione z uścisku, dzięki czemu mogłam wsunąć je pod koszulkę chłopaka. Mimo wcześniejszych krzyków i wyrywania się, cholernie chciałam jego bliskości.
Kuro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz