środa, 30 marca 2016

Od Soishitsu (Hokori)

Z góry przepraszam za beznadziejność tego fragmentu. Nie kontaktuje dziś jak należy, wybaczcie :C

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Patrzyłam na Kuro pustym wzrokiem, nie bardzo wiedząc co począć. Po dłuższej chwili przeniosłam spojrzenie na własne skrzyżowane nogi, otulając biodra ogonem w tym samym momencie. Uszy nieco oklapły, by po chwili zupełnie się położyć.
- Co jest? - palce chłopaka dotknęły mojego ramienia, przy okazji przez przypadek, zsuwając z niego pelerynę. Popatrzyłam w szare oczy i uśmiechnęłam się lekko.
- Przejdziemy się? - zapytałam ni z tego, ni z owego.
- Przecież pada... - mruknął zdziwiony białowłosy.
- Nie mów, że boisz się deszczu - odparłam, schylając się pod łóżko w poszukiwaniu swoich "ciuchów".
Kilkanaście minut później stałam pod drzwiami, owinięta bandażami, które robiły za moje ubrania. Wysoki chłopak stanął przede mną i zasunął mi kaptur jeszcze bardziej na oczy, mówiąc.
- Zasłoń te kocie uszy, bo się skapną.
- Myślisz, że nie domyślą się po śladach na bluzie? - mruknęłam nieco naburmuszona - Duchowieństwo to nie taki znowu głupi stan.
Otworzyłam drewniane drzwi z rozmachem. Od razu uderzył nas podmuch zimnego powietrza. Wciągnęłam głęboko do płuc powietrze, przesycone zapachem deszczu. Przez ciemne chmury na niebie na dziedzińcu nie było jakoś wyjątkowo jasno. Jednak również nie na tyle ciemno, żeby nie można nas było dostrzec, obserwując naszą dwójkę przez zaparowaną szybę. Kątem oka łapałam małe okno, kiedy kierowaliśmy się do bramy od dziedzińca. Duże krople deszczu bardzo szybko przemoczyły całe nasze ubrania, jednak mnie to nie przeszkadzało, białowłosemu najwyraźniej też. Szłam kilka kroków przed nim, kierując nas w stronę... Właściwie chyba pierwszy raz nie wiedziałam gdzie idę. Po prostu szłam przed siebie, pierwszy raz bez konkretnego celu. Jednak miałam świadomość, że ten stan będzie trwał tylko krótką chwilę.
- Dlaczego chciałaś wyjść? - zapytał Kuro, podnosząc głos, tak by przekrzyczeć deszcz. Zaśmiałam się pod nosem, po czym wyciągnęłam rękę wysoko w górę, tak jakbym chciała dotknąć nieba. Uniosłam głowę, przymykając oczy, by krople deszczu nie dostały mi się do oczu. Na mojej twarzy malował sie delikatny uśmiech. Był tam zupełnie bez powodu. A przynajmniej próbowałam to sobie wmówić, bo szczerze, to wiedziałam jaki jest powód mojego uśmiechu.
- Kochanie? - powiedział Kuro, wahając się dłuższą chwilę. Opuściłam rękę i popatrzyłam na zmoczonego chłopaka. Białe kosmyki przylgnęły do jego czoła, przez co wyglądał dość zabawnie.
- Hokori. - odparłam bez najmniejszego namysłu.
- Że co?
- Moje imię. Prawdziwe. - skinęłam głową i podeszłam do niego bliżej. Szare oczy patrzyły na mnie z uwagą, jakby nie rozumiejąc do końca, dlaczego mu to powiedziałam. W sumie to sama nie miałam pojęcia, czemu to zrobiłam. Po prostu... Czułam jakby coś w środku domagało się powiedzenia mu prawdy. Uśmiechnęłam się delikatnie do białowłosego, po czym złapałam go mocno za nadgarstek i ściągnęłam w dół, tak bym mogła swoimi wargami sięgnąć jego ust. Złożyłam na nich szybkiego buziaka, po czym spytałam.
- Zaczekaj tutaj chwilę. - nie pozwoliłam mu nawet odpowiedzieć. Po prostu zniknęłam między drzewami, przemieniając się po drodze w kota.
Niecałe piętnaście minut później byłam z powrotem obok Kuro, w ludzkiej postaci oczywiście. Stał, oparty plecami o drzewo i patrzył w jaśniejące powoli niebo.
- To co? Wracamy? Chyba już wystarczająco przemokłeś? - zaśmiałam się, odwracając sie na pięcie i idąc w drogę powrotną do klasztoru. Białowłosy podążył bez słowa za mną, jakby pogrążony we własnych myślach, zupełnie nie usłyszał moich słów. W sumie na chwilę obecną, pasował mi taki stan. Sama mogłam na spokojnie pomyśleć o swoim planie na najbliższe godziny. Jednak nie było mi dane długo się nad tym zastanawiać, bo Kuro wyrwał się z zamyślenia i postanowił się ze mną podroczyć, a dokładniej mówiąc z moim ogonem, który jakimś cudem wystawał pod peleryny. Obróciłam sie dookoła własnej osi, próbując coś zobaczyć.
- Nie gadaj, że mam dziurę w pelerynie... - mruknęłam ni to zła, ni co.
- Nie, po prostu ją podniosłem - powiedział wprost do mojego ucha, co wywołało we mnie złość i ciarki. Od razu chciałam wymierzyć mu sprawiedliwość za takie droczenie się ze mną, jednak nie trafiłam, a ponad to nadepnęłam na skrawek peleryny, która w tempie natychmiastowym pociągnęła mnie ku ziemi. Na szczęście Kuro złapał mnie tuż nad ziemią, starając się ukryć cichy śmiech. Jednak moje wrażliwe uszy go wyłapały i kiedy stanęłam na proste nogi, chłopak zarobił mocnego kuksańca pod żebra. Próbując się nie śmiać, zaczęłam uciekać przed białowłosym, który za wszelką cenę chciał mi oddać. Tak też, w szybkim tempie dotarliśmy do naszego tymczasowego lokum, gdzie Kuro natychmiast mnie złapał i ściągnął ze mnie przemoczoną pelerynę. Zaśmiałam się cicho, po czym zostałam przyciśnięta do twardego materaca. Dokładnie czułam, jak bardzo obje byliśmy mokrzy i jak ciężki był Kuro. Nie powiem, ważył sobie trochę. Kiedy nasze usta zetknęły się w czułym pocałunku, moja dłoń ponownie powędrowała pod koszulkę chłopaka i.... Ponownie pukanie nam przerwało. Białowłosy natychmiast się ode mnie oderwał, stając na równe nogi, natomiast ja szybko schowałam się pod peleryną, odsuwając się od łóżka, nie chcąc go bardziej zmoczyć. Kuro otworzył drzwi, za którymi stał uśmiechnięty, pulchny mnich. A któż by inny?
- To twoja bluza, Hoshi - powiedział, zerkając na mnie z uśmiechem. - Ciężko było ją doprać, ale jakoś się udało. I nawet trochę ją zszyliśmy, chociaż nie wygląda to tak dobrze, jak na samym początku...
- Nic nie szkodzi. Dziękuję za prace włożoną w wypranie i naprawienie mojej bluz - zgięłam lekko nogi, kłaniając się. Cały czas trzymałam głowę nisko, jednak nie na tyle, by nie móc kątem oka obserwować gościa. Duchowny zamienił jeszcze kilka słów z moim mężem i opuścił pomieszczenie, życząc nam dobrego wieczoru. Kiedy wyszedł ściągnęłam pelerynę i rozwiesiłam ją ja jednym z dwóch krzeseł.
- Powinniśmy sie kłaść - mruknęłam, trochę chłodno, będąc myślami zupełnie gdzie indziej.
- Już? Ale jest jeszcze wcześnie - zauważył białowłosy.
- Wierz mi, że im wcześniej pójdziemy spać, tym lepiej dla nas - odpadłam tajemniczo i pchnęłam chłopaka w stronę łóżka. - Dzisiaj ja śpię na oknie. I żadnego ale, bo oberwiesz - warknęłam i usadowiłam się na parapecie najwygodniej, jak można było siedzieć na twardej powierzchni.


Kilka godzin później, kiedy zapadła już ciemna noc, leżałam pod kołdrą, tuż obok chłopaka. Zakryłam mu usta i potrząsnęłam lekko, by się obudził. Chociaż potrząsanie było zbyteczne, gdyż Kuro otworzył oczy w momencie, kiedy przyłożyłam dłoń do jego ust. Gestem palca na ustach nakazałam mu milczenie. 
- Za drzwiami jest sześcioro ludzi. Nie są to duchowni ani nowi odwiedzający. Mnisi domyślili się, ze to nie były zwykłe ślady po gałęziach i powiadomili o tym najbliższe straże - mówiłam bardzo cicho, tak by mój szept dolatywał tylko do uszu białowłosego - W dachu jest dziura, którą zrobiłam jeszcze za dnia. Uciekniemy przez nią. Wszystko co nasze mam już zabrane. Teraz tylko trzeba sprawnie zwiać przez dziurę. Mam nadzieję, że się zmieścisz. Na trzy zwiewamy... - popatrzyłam w szare tęczówki, z błyskiem w oku i chytrym uśmiechem na ustach. 


Kuro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz