Popatrzyłam na Kuro w zamyśleniu.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami. - W sumie to zjadłabym coś... - mruknęłam, a burczenie mojego brzucha, tylko potwierdziło, to co powiedziałam. Na twarzy białowłosego pojawiło się rozbawienie, a usta ułożyły się w delikatny uśmiech.
- Też bym coś w sumie zjadł. - zeskoczył z prowizorycznego parapetu i stanął przy drzwiach, spoglądając na mnie wyczekująco. Westchnęłam cicho pod nosem i założyłam pelerynę, wiążąc sobie sznureczki pod gardłem. Może nie najmądrzejsze, ale tylko tak peleryna trzymała się tam gdzie chciała. Zaciągnęłam wielki kaptur na głowę i stanęłam przed Kuro. Chłopak przyjrzał mi się uważnie, po czym poprawił materiał tak, by zasłaniał mnie całą. Skinęłam głową w podziękowaniu i wyszłam przez drzwi, które białowłosy otworzył szybkim ruchem. Zastrzygłam uszami i pociągnęłam nosem, szukając kierunku, w którym powinniśmy się udać.
- Ah, Hoshi, Kuro, zapraszam do jadalni! - uprzejmy, chropowaty głos skierował nasze kroki w prawą stronę. Co jakiś czas zerkałam w bok, by sprawdzić czy chłopak idzie za mną. Nie wiem czy chciałam upewnić siebie, czy nie jest on czasem jakimś snem, czy po prostu sprawić wrażenie kochającej żony. Skrzypnięcie drewnianych drzwi, oderwało mnie od myśli i skupiło wszystkie zmysły na cudownym zapachu jedzenia, które unosiło się w sporym pomieszczeniu, w którym panował niewielki gwar. Długie, drewniane stoły stały w szeregu, a w około nich zasiadali uśmiechnięci ludzie i pałaszowali jedzenie podane na dużych, srebrnych talerzach. Wielkimi oczami przypatrywałam się temu wszystkiemu.
- Utrzyj usta, skarbie - białowłosy schylił się do mojego ucha. Natychmiast otarłam usta rękawem peleryny, na co duchowny posłał mi rozbawiony uśmiech.
- Widzę, iż jesteś bardzo głodna. Usiądźcie tam przy kominku, wraz z pastorem. Chciałby was poznać. W tym czasie ja przyniosę wam coś do jedzenia. - wskazał mężczyznę w brązowym habicie, siedzącego przodem do ognia w kominku. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i podążyłam we wskazaną stronę.
- Jak mniemam, wy jesteście Hoshi i Kuro, racja? - zapytał z szerokim uśmiechem, kiedy tylko się zbliżyliśmy. Mimo, że jego głos nie był jakoś bardzo głośny, to było go słychać bardzo wyraźnie, tak jakby wszyscy w pomieszczeniu cichli, kiedy on mówił.
- Tak, to właśnie my - powiedziałam i usiadłam na drewnianej ławce, spuszczając nieco głowę.
- Pastor wybaczy, mojej żonie, ale ona choruje na bardzo rzadką chorobę, przez którą straciła włosy i teraz wstydzi się pokazywać - chłopak powiedział swobodnie, zasiadając obok mnie. Zerknęłam na niego zdziwiona. Wymyślił to na poczekaniu czy zaplanował to już wcześniej? Tak czy inaczej, była to bardzo dobra wymówka, co tylko potwierdziło moje domysły o jego inteligencji. Na pewno nie był to zwykły chłopak...
- Ależ oczywiście. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia - zwrócił się do mnie, za co podziękowałam mu uśmiechem. Po tym nastąpiła dłuższa wymiana zdań, przy której na zmianę pokazywaliśmy potęgę naszej wyobraźni i inteligencji. Musiałam przyznać przed samą sobą, że byłam pod wrażeniem, tego jak sprawnie Kuro operował kłamstwem. Po zakończonej rozmowie przyszła pora na posiłek, który był naprawdę syty. Nie powiem, że nie lubiłam przebywać w klasztorach. Były to miejsca, w których dawali najlepsze posiłki. Tym razem poczęstowano nas również alkoholem, co spotęgowało poczucie błogości.
Kiedy z pełnym kuflem w ręku wracaliśmy do naszej izdebki, słońce już zachodziło. Czas bardzo szybko minął na rozmowie z tymi miłymi ludźmi. Nie rozmawialiśmy tylko z duchownymi, ale też z innymi przyjezdnymi, jednak cały czas zachowywaliśmy ostrożność, by nie wpaść w tarapaty. Byłam już nieco zmęczona, jednak spora ilość trunku sprawiła, że humor dopisywał mi jak jeszcze nigdy. Kuro na szczęście nie wypił tyle co ja, ale też trochę go przyćmiło. Postawiłam kufel na stole i ze śmiechem rzuciłam się na łóżko, uprzednio zrzucając z siebie całą odzież, dosłownie całą. Bandaż zakrywający moje żebra też wylądował na ziemi razem z kusymi majteczkami. Zamachałam lekko ogonem i ziewnęłam szeroko.
- Gorąco tu... - mruknęłam z pół przymkniętymi powiekami.
- Już się rozebrałaś... - powiedział Kuro. Czy mi się tylko wydaje, czy był trochę speszony? Podwinęłam nogi pod brzuch, wypinając się w kierunku chłopaka i popatrzyłam na niego kątem oka. Białowłosy tylko odwrócił wzrok, po czym stanął do mnie plecami. Zachichotałam pod nosem i zamachałam ochoczo ogonem, strzygąc jednocześnie uszami. Podniosłam się powoli z łóżka, mając niemałe problemy z utrzymaniem równowagi i zbliżyłam się do pleców chłopaka.
- Było bardzo miło, nie sądzisz...? - spytałam cicho, ocierając się delikatnie uchem o jego plecy. Czułam, że chce się odsunąć, więc szybkim ruchem oplotłam ręce wokół jego ciała i przycisnęłam do siebie.
- Chyba trochę za dużo wypiłaś - nieco kąśliwa uwaga, nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia.
- Pewnie tak - wzruszyłam ramionami i stanęłam przed Kuro w pełnej okazałości. Chłopak ponownie odwrócił wzrok. - Będę miała jutro kaca. Najwybitniejsza łowczyni Soishitsu będzie jutro na kacu.. - mruknęłam, po czym roześmiałam się na całe gardło.
- Jutro znowu będziesz oschła - zauważył białowłosy. Spojrzałam prosto w szare tęczówki. Rozszerzone źrenice, prawie w całości zakrywały czerwone koła, mimo to moje oczy błysnęły niebezpiecznie.
- Nie chciałbyś tego wykorzystać...? - przechyliłam głowę w prawo, machając ogonem i strzygąc co chwila uszami.
Kuro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz