niedziela, 27 marca 2016

Od Kuro

Dłoń spoczęła na potężnych drzwiach, by chwilę później starannie je za sobą zamknąć. Mimo, iż atmosfera udzieliła się surowej łowczyni, wolałem ten czas spędzić sam, myśląc nad wykończeniem tej małej zołzy. Ta tak, czy inaczej zrzuciła pelerynę, z resztą nie tylko ją. Reszta jej garderoby walała się po podłodze, podczas, gdy ona rozłożyła się bez krępacji na łóżku, czego nie można powiedzieć o mnie. Szybko odwróciłem wzrok, wiedząc, iż cała sytuacja spowodowana jest alkoholem, a przynajmniej tak sobie wmawiałem. Jak na złość odkryła moje zawstydzenie i przywarła swym ciałem do mych pleców, nieco się o nie ocierając.
Niech to szlag, znalazła słaby punkt. Nie powinienem się w nic angażować, a zwłaszcza w związek z NIĄ. Trzeba to zakończyć. Dziś! Tej nocy! Uda się, jest nawalona i... kurwa nie mogę. Doskonale się zorientują, że tylko ja miałem możliwość ją zabić. Wyjdzie kim jestem na prawdę.
- Jutro znowu będziesz oschła - rzuciłem w odpowiedzi na jej jednoznaczne propozycje.
- Nie chciałbyś tego wykorzystać...? - zerknęła niewinnie, machając łagodnie ogonem.
-Może kiedy indziej- wyjrzałem za okno, starając się unikać jej sylwetki.
-No co ty. Taka okazja nie powtórzy się kolejny raz- stanęła obok, ocierając o mój brzuch.-Dobrze wiem ile te wyrzeczenia Cię kosztują.
-Pomyślimy nad tym jutro, dobrze?- chwyciłem ją za ramiona, prowadząc w stronę łóżka, na którym wylądowała z wielkim hukiem i jeszcze głośniejszym śmiechem.
"Co oni sobie o nas pomyślą". Chwyciłem się z zakłopotaniem za czoło. Zdjąłem bluzę, by okryć jej ciało, ale ta prawie natychmiast ją zrzuciła na podłogę.
-Za ciepło mi, ośle, a ty jeszcze mnie przykrywasz- wymamrotała w pół śnie.- Kładź się spać.
-Tak, to chyba dobry pomysł- rzuciłem, kierując się w stronę okna, gdzie zamierzałem spędzić noc.
-Kuro- jej dłoń, chwyciła za kawałek koszuli.
Nachyliłem się nad nią, zastanawiając co jej podchmielony umysł jeszcze mógł wymyślić.
-Całkiem dobrze kłamiesz i masz potencjał. Dobrze, że nie jesteś żadną maszkarą, bo szkoda byłoby zabijać taką niedorajdę jak ty.
A więc pijana łowczyni jednak ma serce, które nie do końca zajęło skurwysyństwo. Ponownie położyłem swoją bluzę obok dziewczyny, a sam zająłem miejsce na twardym parapecie. Długi czas biłem się z myślami, co teraz zrobić. Zabicie jej w tym momencie przyniesie mi reputację niepokonanego. Jako Shinigami, będę mógł wieść spokojne życie, polegające na bezkarnym plądrowaniu wsi i już nikt nie będzie w stanie mi przeszkodzi, ale jako Kuro... Upozorowanie samobójstwa nie jest w moim stylu.
Kurwa! Co się ze mną dzieję? Zbliżyłem się do łóżka, na którym zwinięta dziewczyna, spała w najlepsze.
-Taka okazja- jęknąłem cicho, nie mogąc pogodzić się z tym, iż jeszcze oddycha.
No trudno, trzeba jeszcze poudawać zatroskanego praktykanta. Od niechcenia okryłem ją bluzą, na co ta, jakimś dziwnym zwinnym ruchem, oplotła się w okół mojej ręki. Skubana nawet śpiąc jest szybka.
Spiąłem się lekko, czując pod palcami jej żebra. Siłując się z tym małym skrzatem, nie byłem nawet świadom jakie pokłady mocy leżą w tak małym ciele. Przysiągłbym, że w ten sposób uśmierciłaby pięciolatka.
W końcu gdy uwolniłem kończynę z morderczego uścisku, mogłem usadowić się w spokoju na mym parapecie. Sen nie trwał zbyt długo, gdyż promienie Słońca zaczęły drażnić oczy przez powieki. Wyprostowałem się, słysząc jak wszelkie kości w mym ciele wydają z siebie charakterystyczny trzask.
-Ja pierdole, moja głowa- wyjęczała, podnosząc się ciężko do pozycji siedzącej.
Jej niemrawy wzrok w jednej chwili powędrował w moją stronę, jakby wyczekiwał odpowiedzi.

<Hokori?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz