czwartek, 24 marca 2016

Od Kuro

Korzystając z wywołanego zamieszania, ponownie wymknąłem się spod czujnego oka łowczyni. Ta nie dążyła się stęsknić za towarzystwem, gdyż zaraz przywitało ją donośne warczenie.
Nim ta zdążyła drgnąć, wylądowała na ziemi, a kaptur zsunął się, odsłaniając kocie uszy. Zawisłem nad Soishitsu, nie mogąc przestać myśleć o smaku jej krwi. Gdy kły miały zacisnąć się na gardle ofiary, w ułamku sekundy szala zwycięstwa przeszła na stronę białowłosej, która jakimś cudem dała radę sięgnąć po sztylet. Ten zatopił się w moim boku, zalewając futro czerwoną cieczą.
-Niech Cię szlag, suko!- tylko to krążyło w moich myślach.
Jej cyniczny uśmiech pojawił się w tej samej chwili, jakby odczytała groźby, kłębiące się w środku mnie.
Rozpoczął się morderczy wyścig między drzewami. Łowczyni bez problemu omijała zwalone pnie i wszelkie przeszkody, stające na jej drodze. Nie byłem gorszy, dorównując jej tempa. Kiedy byłem w stanie chwycić materiał jej ubrania, ta niespodziewanie zatoczyła obrót w powietrzu, wymierzając cios w mój pysk. No niezła jest, ale nie na tyle, by mnie zrazić. Metą okazała się wioska, gdzie po raz kolejny uchroniła się przed śmiercią. A może tak tylko mi się wydawało? Nim jednak zdążyłem przyjrzeć się całej sytuacji, skryłem się w lesie, unikając świadków.
Musiałem jak najprędzej wrócić do obozu, ale... jak wytłumaczyć ten bok? Mimo, iż miałem zdolność do szybkiej regeneracji ran, jak większość wilkołaków, nie było szans, by w przeciągu kwadransa pozostała jedynie blizna.
Po raz kolejny zakląłem w myślach, planując jak wyjść z całego zajścia w miarę wiarygodnie. Cóż mi pozostało, jak nie samookaleczenie?
Ten idiota nadal spał, co działało na moją korzyść. Wszystko co było w zasięgu wzroku, starałem się w miarę możliwości uszkodzić, a siebie samego...
W końcu nóż, z początku używany do zabawy, przydał się do czegoś ambitniejszego. Liczne cięcia, dźgnięcia i draśnięcia w kilka sekund pojawiło się na moim ciele. Nim łowczyni pojawiła się w pobliżu, klęczałem pod drzewem, nad ciałem tamtego durnia, zalewając się niewielką ilością krwi.
-A co wyście tu kurwa robili?- spojrzała z niedowierzaniem na obóz.
-Byli tu. Szukali Cię i Twoich rzeczy- wydusiłem z siebie, starając się brzmieć w jak najbardziej przekonywujący sposób.
-Kto? Co z nim?
-Nic mu nie jest- uśmiechnąłem się życzliwie.- Tamci mówili o jakiś niezałatwionych sprawach. Gdybyś przyszła chwilę wcześniej, mogłoby być z Tobą źle. To bydle ich wystraszyło.
-Zbyt często zdarza Ci się go ostatnimi czasy widywać- mruknęła, nieco mniej oschle niż zwykle. Mógłbym nawet przypuszczać, iż było tam coś w stylu... żartu?
-Najwidoczniej, przyciągasz same kłopoty- zaśmiałem się do niej, by chwilę później spojrzeć z przerażeniem na jej zakrwawioną bluzę-  Tobie co się stało?

<Hokori>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz