poniedziałek, 21 marca 2016

Od Soishitsu (Hokori)

     Przymknęłam lekko oczy. Byłam zmęczona, mimo krótkiego odpoczynku, kilkanaście minut wcześniej. Może ten białowłosy idiota, miał rację, mówiąc o posiłku. Nawet jeśli to nie miałam na to teraz czasu. Muszę być przygotowana na ponowne odwiedziny tego kundla. O ile w ogóle znowu się tu pojawi. Kiedy tylko usłyszałam ruch po swojej prawej, szybkim ruchem wyciągnęłam z kieszeni sztylet i wbiłam go w skrawek ubrania chłopaka, przytwierdzając go tym samym do ziemi.
- Nigdzie nie idziesz, gnojku - warknęłam, nie otwierając oczu.
- Powinnaś coś zjeść - powiedział. - Skoczę tylko po jedzenie, które wcześniej zostawiłem...
- Ani mi się waż ruszać stąd dupę! - podniosłam głos, a moje wściekłe spojrzenie padło prosto na twarz białowłosego. Wyprostowałam się i nadstawiłam uszu, wyłapując jakieś ciche szmery wśród drzew. - Co jest, do... - urwałam, kiedy grot strzały utknął w pniu drzewa tuż obok mojej głowy. Spokojnie przeniosłam spojrzenie czerwonych oczu na szczupłą postać, kryjącą się za drzewem. Zaśmiałam się pod nosem, wyciągnęłam strzałę z drzewa, odczepiając kaptur i podniosłam się, spoglądając na chowającą się osobistość.
- Nadal masz zeza, szczeniaku - zaśmiałam się, co wywołało ową osobę z ukrycia. Postacią z cienia okazał się być średniego wzrostu chłopak o niebieskawych, krótkich włosach i przenikliwych brązowych oczach. W ręku trzymał wielki łuk, przez ramie przerzucony miał kołczan pełen zatrutych strzał, na sobie natomiast tradycyjny łowiecki strój.
- Za to ty, nadal jesteś złośliwa - mruknął, wyciągnął następną strzałę i wycelował nią prosto w moją głowę. Zaśmiałam się nieco psychopatycznie, przysuwając grot strzały do nosa. Jeden wdech powietrza wystarczył, by odsunąć strzałę z grymasem na twarzy.
- Chyba substancje ci się pomyliły - mruknęłam z przekąsem, zerkając na nowo przybyłego.
- Nie sądzę. Na truciznach znam się jak nikt - odparł, opuszczając lekko broń, po czym na jego celowniku znalazł się białowłosy. - A to kto? Twoja nowa zabawka? - brązowe oczy zmrużyły się, kiedy ich właściciel przygotowywał się do strzału. Popatrzyłam na chłopaka, siedzącego wciąż pod drzewem.
- To? - wskazałam na niego skinieniem głowy, po czym zbliżyłam się powoli i pochyliłam nad nim, wpatrując się uparcie w szare oczy. Zachichotałam cicho, oblizałam wargi, po czym wyprostowałam się, gwałtownie odwracając do starego znajomego. - Właściwie to nawet nie wiem jak ma na imię. Ale to chyba nieistotne? - przekrzywiłam leciutko głowę i zbliżyłam się do bruneta. - Poza tym... - stanęłam na palcach, tak by moje usta znalazły sie tuż przy uchu chłopaka - Moją zabaweczką niezmiennie pozostajesz TY... - wykonałam za plecami szybki ruch, przełożenia strzały z jednej ręki do drugiej, po czym wbiłam jej zatrute ostrze w plecy bruneta. - Aczkolwiek, bardziej przydatny będziesz jako półprzytomna przynęta.
Chłopak wygiął się mocno w przód, po czym wylądował policzkiem na twardej ziemi. Uśmiechnęłam się pod nosem i poklepałam go po ramieniu, po czym odwróciłam się w stronę drzewa, pod którym byliśmy rozłożeni i zamarłam. Miejsce było puste. Gdzie podział się ten kretyn?! Zaklęłam w myślach, że tak bardzo skupiłam swoją uwagę na starym znajomym. Ale skoro zdołał zwiać, nie wywołując przy tym najmniejszego dźwięku.... Drgnęłam, kiedy z krzaków dobiegło moich uszu, głośne warczenie.
- Proszę, proszę... - mruknęłam zadowolona, wyciągając z kieszeni małą pałeczkę, która prawie natychmiast przekształciła się w ogromną kosę. - Nasz pchlarz wrócił..
W tym samym momencie z krzaków wyłonił się wielki czarny wilk. Był naprawdę ogromny, jednak radziłam już sobie z większymi przeciwnikami. Sierściuch warknął głośno i skoczył w moim kierunku, jednak szybko oberwał w pysk tępym końcem kosy. Obróciłam ją kilka razy w dłoni i oparłam się na niej, uważnie przyglądając wilkowi. Faktycznie miał czerwone oczy, podobne kolorem do moich, chociaż żywsze. Tym razem to ja miałam zaatakować pierwsza, kiedy ten dupek stanął koło mnie i zaczął coś śpiewać. Najwyraźniej błędem było wbijanie mu tej strzały, chociaż liczyłam, że środek będzie działał wolniej. Popatrzyłam na bruneta i w tej samej chwili zostałam przygwożdżona do ziemi, przez wielkie włochate cielsko. Broń wypadła mi z ręki, więc musiałam sięgnąć po inną. Nie było to jednak takie proste, ponieważ ociekające śliną kły bestii miałam tuż przed nosem, natomiast jego pazury w ramionach. Dosłownie. Miałam nadzieję, że nie przerwie mi mięśni czy nerwów, bo wtedy będę miała przejebane. Na szczęście udało mi się sięgnąć jakiegoś ostrza, które natychmiast wbiłam w brzuch zwierzęcia. Jednak ostrze nieco zeszło z kursu i przebiłam tylko jego bok, z którego polała się czerwona krew. Kudłacz z głośnym ryknięciem odskoczył w tył, puszczając mnie. Natychmiast podniosłam się z ziemi i uśmiechnęłam pod nosem.
- Teraz pobawimy się na moich warunkach - powiedziałam, odwróciłam się na pięcie i pomknęłam przed siebie, sprawnie omijając przeszkody. Silny podmuch wiatru natychmiast ściągnął mi kaptur z głowy. Nie musiałam długo czekać na przeciwnika, który bez problemu mnie dogonił. Dzieliła nas linia drzew, wilk biegł praktycznie obok mnie. Postanowiłam to wykorzystać. Złapałam się najbliższej gałęzi, której byłam w stanie dosięgnąć i która była w takim położeniu, że mogłam natychmiast pojawić się po drugiej stronie drzewa. Otoczyłam drzewo w powietrzu, po czym z całej siły kopnęłam Shinigamiego w pysk. Uderzenie było tak mocne, że stworzenie zostało odrzucone w tył i zrobiło dwa fikołki. Jednak bardzo szybko stanął z powrotem na równych łapach i popatrzył na mnie wściekle. Uśmiechnęłam się i unikając kolejnego ataku ze strony bestii, pobiegłam przed siebie, starając się przebierać nogami szybciej, niż poprzednio. Nie było to takie łatwe, z uwagi na moje osłabienie, jednak dawała jakoś radę utrzymywać tempo. Czy tylko mi się wydawało, czy biegliśmy teraz w stronę wioski? Wcześniej na pewno biegłam w przeciwną, ale potem zmieniłam kierunek... Nagle przede mną, jakby znikąd, pojawił się wielki, zwalony pień. W ostatniej chwili się od niego odbiłam. Zdziwiona przeleciałam nad ogrodzeniem jakiegoś ogródka i wylądowałam na rękach, na kamiennej drodze wsi. Zrobiłam kilka fikołków i natychmiast odwróciłam się w tył. Czarna postać wilka stała na ugiętych łapach i warczała, wpatrując się we mnie wściekłym spojrzeniem. Również przyjęłam bojową postawę, jednak nie na długo. Naszą uwagę odwróciły głośne krzyki. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam grupę niezadowolonych mężczyzn. Przewróciłam oczami i spojrzałam na wilka, a raczej na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał.
- Miałaś nie przychodzić do miasta! - zawołał jeden z mężczyzn. Warknęłam pod nosem i poruszyłam lekko ramionami. Bolało jak diabli. Narzuciłam kaptur na uszy.
- Nie martwcie się. Nie mam zamiaru tu więcej wracać - powiedziałam lodowato i ruszyłam w kierunku "obozowiska" w lesie. Zabieram kosę, jakieś jedzenie po drodze i wy bywam z tej dziury. Mam gdzieś tą wioche, tych prostaków, te wilka, a zwłaszcza tego nadętego, gnojka, którego znowu wcięło! Przysięgam, że jeśli tylko go zobaczę, marny jego los...

Kuro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz