środa, 30 marca 2016

Od Kuro

Drzwi trzasnęły za mną, skupiając całą uwagę zakonników na mojej sylwetce. Żaden nie miał na tyle odwagi, by się odezwać, gdy kolejno mijałem mieszkańców klasztoru. Żwawy chód, kierował mnie wprost na dziedziniec, a chwilę później w sąsiadujący las. Shinigami ponownie przejął kontrolę nad mym umysłem. Tym razem na tyle skutecznie, by przeobrazić ciało w wilczą postać.
Potrzebowałem pomyśleć, a ucieczka w gęstwinę, była najlepszym rozwiązaniem na uniknięcie gapiów. Sam nawet nie wiedziałem, kiedy dotarłem w okolicę ostatnich drzew, kryjących mnie przed polaną, gęsto porośniętą wysoką trawą.
Czemu dałem ponieść się emocją? Nie powinienem angażować się w żadne związki, szczególnie z nią, ale jej zachowanie. W tej surowości było coś przyciągającego. Intrygowała mnie, chciałem... ech. Cały czas trzymałem się tej chęci mordu, która praktycznie zanikła. Nawet wilcze instynkty upatrzyły ją sobie jako coś innego niż obiad. Że też musiała przywlec swoje zwłoki do tego cholernego miasta i mnie spotkać.
Silny wiatr doprowadził do mego nosa woń ozonu, informujący o deszczu, nie ubłagalnie pędzącym w kierunku klasztoru i nim się obejrzałem, ściana wody, wyrosła przede mną, gdy ruszyłem w drogę powrotną. Gęste, czarne futro chroniło skórę przed przemoczeniem, więc przekraczając próg, byłem niemalże suchy. Skierowałem się wprost do pokoju, chcąc uniknąć wzroku zaciekawionych gapiów.
-Coś nie tak?- męski głos, dobrze znanego mi zakonnika.
-Problemy... małżeńskie- zawahałem się przez moment, zerkając na nieco pulchniejszą postać.
-A więc Hoshi- mruknął zamyślony- Tak już jest z kobietami, czasem same nie wiedzą czego chcą, ale jeśli darzycie się jakimś uczuciem, nie ma sensu utrzymywać na dystans wybranki.
Szlag, faktycznie miał gadane. Nie zwlekając, ruszyłem do pokoju, w którym tak jak się spodziewałem, dziewczyna leżała na łóżku. Widząc nie w drzwiach, momentalnie zerwała się łóżka, by pojawić się tuż pod moim nosem.
- Tak, jestem pewna wczorajszej decyzji, także dziś- stanowczy ton, małej osóbki rozbrzmiał po pokoju.
Oparłem się o drzwi, nadal lustrując wzrokiem dziewczynę, otuloną peleryną.
-Odezwiesz się w końcu, czy mam tak stać przed Tobą, robiąc z siebie kretynkę?
-Druga opcja wydaje się bardziej kusząca- mruknąłem cicho, uśmiechając się do niej łobuzersko.
-Ale z ciebie kretyn- warknęła, próbując ponownie wdrapać się na łóżko.
Chwyciłem ją za nadgarstek, delikatnie popychając na twardy materac. Tak jak rano, znalazła się między moimi kolanami. Patrzyłem na nią przez długą chwilę, nadal wahając się nad dalszym krokiem. Zesztywniałem, wisząc nad nią i czując oddech na własnej szyi.
Jej drobna dłoń wsunęła się pod materiał bluzy, muskając przy tym moje żebra.
Czy tego chciała, czy ja tego chciałem? Ja pierdolę, szukam już argumentów na siłę.
Przycisnąłem wargi do ust dziewczyny, na co ta już pewniej zajęła się koszulą, jaką miałem na sobie.
Nie miałem obiekcji, by zerwać z niej już i tak wystrzępioną bluzę.Ona również nie protestowała, gdy część garderoby, która w znacznym stopniu okrywała jej ciało, wylądowała na drewnianej podłodze.
Wręcz przywarłem do niej, próbując być jak najbliżej, jednak pukanie do drzwi w momencie przerwało jedną z przyjemniejszych chwil w moim jak i prawdopodobnie jej życiu.
Pierwszym odruchem było stanięcie na równych nogach przy łóżku, natomiast łowczyni starannie okryła się peleryną, kryjąc ubytki w braku ubrań i kocie elementy ciała. Nacisnąłem na klamkę, witając się  pulchną twarzą dobrze znanego nam mnicha.
-Wszystko już między wami w porządku?- rzucił z ciepłym uśmiechem.
-Tak. Wyjaśniliśmy sobie już parę spraw- zerknąłem porozumiewawczo na swoją towarzyszkę.
-Cieszy mnie, że gniew opuścił ten klasztor. Ale, czy w pełni, moja droga Hoszi?- nie doczekał się odpowiedzi, może dlatego, że sam nie pozwolił jej udzielić, gdy dostrzegł poszarpaną bluzę na podłodze.- A cóż to za łachy?
-Moja luba nie ma w zwyczaju patrzeć pod nogi. Nieszczęśliwy wypadek sprzed kilku dni. Na szczęście ona nie odniosła nic poważniejszego jak draśnięcia, jednak błędny wygląd bluzy sugeruje, iż miała bliski kontakt z dzikim zwierzęciem. Niestety większość oszczędności musieliśmy przekazać na leczenie, dzięki któremu jedynym ubytkiem stały się włosy. Nie było zbyt wiele środków, które moglibyśmy przekazać na nowe odzienie, w dodatku ona uparła się, że chce ją zachować. Zabawne jest to, jakie kobiety są sentymentalne.
Mnich pokiwał głową z zadumą, łykając każde słowo jakie wyszło z mych ust.
-A więc pozwólcie okazać nam swą gościnność- mówiąc to, sięgnął po jej zniszczony stój i bez chwili zwłoki, opuścił pokój.
Zerknęliśmy na siebie zmieszani, jednak szybko ułożyłem się na łóżku z zadowoleniem na twarzy.
-No i jeden problem z głowy. Wieczorem wszystko będzie jak nowe. I czyja to zasługa, kochanie?- ułożyłem dłonie pod głową, uśmiechając się łobuzersko do dziewczyny, która oszołomiona całym zajściem sprzed kilku sekund, nie bardzo orientowała się, jak zareagować.



<Hokori?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz