- Uśmiech, wilczku - syknęłam i wykonałam błyskawiczny ruch, jak gdybym chciała już puścić strzałę, jednak w ostatniej chwili przytrzymałam ją na cięciwie. Czarnowłosa runęła na kolana, spodziewając się świszczącej strzały nad głową. Zaśmiałam się krótko i puściłam błyszczący przedmiot, niosący zgubę, temu pchłonośnemu stworzeniu. Kiedy tylko grot strzały zetknął się z jego celem, las przeszył głośny, przerażający ryk, pełen bólu. Odwróciłam się na pięcie z delikatnym uśmiechem na twarzy, który bynajmniej nie był normalny. Łuk ponownie przybrał formę małego kwadracika, który schowałam do kieszeni bluzy. Naciągnęłam kaptur na sterczące uszy, ogon schowałam pod gruby materiał i ze spuszczoną głową oraz psychopatycznym uśmiechem, spokojnym krokiem ruszyłam przed siebie.
- Coś mocnego - powiedziałam chłodno i kątem oka zerknęłam na mężczyznę, siedzącego obok mnie. Jego rozbiegany wzrok plątał się po całej knajpie, aż w końcu zatrzymał się na mojej osobie. Spojrzenie zielonych oczu prześlizgnęło się po moich nogach, po czym wróciło w okolice mojej twarzy. Po krótkiej chwili poczułam jego oddech na policzku, capiący bardziej niż wymiociny na podłodze. Zmrużyłam oczy, jednak nie poruszyłam się ani na milimetr.
- Pikna, gdziś sie podzjeała całe moje szycie?! - zawołał na cały głos. Skuliłam ucho, które było bliżej tego rozdartego pyska. Na szczęście facet zza baru postawił przede mną sporą szklankę wypełnioną przezroczystą cieczą. Warknęłam pod nosem, po czym wypiłam całą zawartość kubka na jeden raz. W momencie kiedy odstawiałam szkło na ladę, z hukiem otworzyły się drzwi. W całej karczmie natychmiast zapadła cisza, którą po dłuższej chwili przerwał donośny głos, żądający natychmiastowej odpowiedzi.
- Wiemy, że do miasta przybyła Soshitsu! Burmistrz chce się z nią widzieć! Jeśli ktokolwiek ją widział, nich przyprowadzi ją do... - reszta polecenia nie była mi potrzebna, zresztą rozproszyła mnie ręka pijaka, która wylądowała na moim udzie. Szybkie uderzenie łokciem, facet ze złamanym nosem runął na ziemię, ja natomiast zsunęłam się z krzesła i ukradkiem przemknęłam się w stronę drzwi, po drodze ściągając z siebie ciężką bluzę, zostałam w krótkich spodenkach i bandażu owiniętym na żebrach. Stanęłam tuż za dwiema wielkimi postaciami, najprawdopodobniej byli to strażnicy, których wysłano po moją osobę. Zabawne. Dwóch wielkich gości versus mała, drobna dziewczyna. Zaiste zabawne.
- Szukacie kogoś? - spytałam głośno, nie podnosząc na nich spojrzenia. Oboje w jednej chwili odwrócili się i popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Tak. Pójdziesz z nami - powiedział jeden z nich i złapał mnie wielką łapą za przedramię. Syknęłam, kiedy przez całe moje ciało przeszedł silny ból, wywołany mocnym uściskiem na ranach.
- Puszczaj mnie, ty bezmózgie stworzenie! - wysyczałam przez zęby i szarpnęłam się mocno, ciągnąc strażnika za sobą. Jednocześnie wystawiłam jedną nogę w przód, podcinając wielkoludowi nogi. Skutek? Mężczyzna runął na ziemię jak długi, przy okazji puszczając moje ramię. - Nie masz prawa mnie dotykać śmieciu. - warknęłam i odwróciłam się na pięcie, wychodząc z karczmy.
- Poczekaj! Nie możesz tak sobie po prostu odejść! - zaryczał drugi strażnik, biegnąc za mną. Zaśmiałam się pod nosem, nie zwalniając kroku. - Burmistrz ma ci przekazać polecenia od króla!
Ostatnie słowo sprawiło, że momentalnie się zatrzymałam. Króla? Od samego króla? Zaciekawiona zerknęłam kątem oka na strażnika. Ciekawe co takiego się dzieje, że sam król prosi o pomoc zabójczynię, poszukiwaną dwudziestoma listami gończymi. Zastanowiłam się chwilę nad ową sytuacją. Być może z takiej współpracy będę miała korzyści, o które warto się pofatygować? Tak czy siak, chyba warto było chociaż wysłuchać, czego żąda król.
- Zgoda - mruknęłam ponuro i zawróciłam w stronę domu burmistrza.
Kilkanaście minut potem siedziałam na skrawku biurka przysadzistego mężczyzny, z siwiejącą czupryną. Jego niebieskie oczy uważnie sprawdzały każdy centymetr mojego odsłoniętego ciała. Oparłam się jedną ręką o drewniany blat i popatrzyłam zalotnie na mężczyznę.
- Więc? Czego król oczekuje od mojej osoby?
- No... - burmistrz był wyraźnie zakłopotany moim ubiorem i zachowaniem, które otwarcie mówiło o tym, że chce go najzwyczajniej w świecie uwieść. - Doszły do niego wieści, o tym, że zabijasz wilkołaki. Więc chciał cię prosić, byś zabiła jednego na jego osobiste polecenie. Ów wilkołak terroryzuje miasta, w najróżniejszych częściach państwa. Jednakże nie znamy jego wilczej postaci, wiemy tylko, że zmienia się w czarnego wilka - mówił coraz szybciej, kiedy ja z każdym słowem przysuwałam się bliżej niego. Kiedy skończył siedziałam tuż przed nim, w niedużym rozkroku, wygięta nieznacznie w tył, obserwowałam go spod przymrużonych oczu.
- A co będę za to miała? - spytałam, uśmiechając się delikatnie.
- Tego król nie powiedział, ale zapewne dostaniesz co tylko będziesz chcia... - urwał, gdy cały mój ciężar spoczął na jego udach. Natychmiast się wyprostował i nerwowo przełknął ślinę, starając się kontrolować swoje myśli i ruchy. Jakież to było.... Żałosne.
- Słodkich snów - uśmiechnęłam się szeroko i uderzyłam burmistrza w głowę pierwszą rzeczą, jaką miałam pod ręką. Kiedy siwiejący jegomość stracił przytomność, podniosłam się z jego nóg i podeszłam do okna, zabierając po drodze bluzę, którą natychmiast na siebie nałożyłam. Ciekawa propozycja, jednak muszę mocno zastanowić się nad przyjęciem jej. Mogłam skorzystać, chociaż równie dobrze król mógł potem wtrącić mnie do lochów, których do tej pory udawało mi się jakoś unikać.
Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy wkraczałam do następnej wsi. Uliczki były już praktycznie puste, dlatego ludzie, którzy na nich pozostali, przyglądali mi sie uważnie. Czułam, że się mnie boją, podobało mi się to. Lubiłam to uczucie. Jednocześnie czasem sprawiało mi ono problemy. Tak jak teraz. Zacisnęłam mocniej rękę na krwawiącym boku. Brakowało mi już bandaży do opatrzenia nowych ran. A po ostatniej walce było ich dużo. Za dużo. Kulejąc na prawą nogę, szłam dalej, nie zważając na irytujące szepty, prostej ludności, która nie umiała nawet porządnie posługiwać się nożem. Splunęłam w bok. Tą krew miałam już wszędzie, nawet w ustach. Jebane skurwysyny. Gdyby nie to, że atakują w grupach liczących kilkanaście osobników, nie miałabym tylu ran. Cholerne Skinomory.* Wściekła zacisnęłam dłonie w pięści, jednocześnie tracąc siły by utrzymać się na nogach. Uderzyłam mocno kolanami w kamienną drogę, a kaptur zsunął mi się na oczy, tab bardzo, że nie widziałam już praktycznie nic.
- Hej, wszystko w porządku? - usłyszałam czyjś uprzejmy głos. Mimo, że nie widziałam osobnika i dziwiło mnie, że w ogóle się do mnie odezwał, to jego pytanie nadal było jednym z najgłupszych pytań, jakie słyszałam.
- Tak, czuje się zajebiście - warknęłam wściekła. - To, że jestem cała we krwi to tylko taka zabawa z dziećmi z sąsiedniego miasta - syknęłam - Niestety, żadne z nich tego nie przeżyło! - powoli dźwignęłam się na nogi i ruszyłam przed siebie kulejąc jeszcze bardziej. W myślach wyklinałam ów człowieka, który śmiał się do mnie odezwać.
- Powinien cie ktoś opatrzyć! - zawołał za mną. Zatrzymałam się i odwróciłam bardzo powoli do osoby mówiącej.
- Powinnam to ja ci poderżnąć gardło za to, że w ogóle śmiesz się do mnie odzywać - warknęłam chłodno. Wolną ręką uniosłam nieco kaptur by móc zobaczyć, oblicze tego kto chciał mi "pomóc". Szare oczy, osadzone na wysokiej postaci, obserwowały mnie z rozbawieniem, natomiast poniżej nich rysował się uśmiech.
- Naprawdę powinien cie ktoś zbadać - powiedział poważnie, jednak uśmiech nie znikał z jego ust. Zmrużyłam oczy i w ostatniej chwili powstrzymałam się, przed zrzuceniem z głowy kaptura. Ludzie nie wiedzieli jeszcze, kim jestem i wolałam, by tak pozostało. Westchnęłam teatralnie i odwróciłam się, zataczając biodrami kółko.
- Potrzebne są mi tylko bandaże - odparłam lekko i zakołysałam biodrami jeszcze raz, zerkając na białowłosego chłopaka.
Kuro?
* - Skinomory są to małe stworzenia, podobne trochę do velociraptorów, jednak z czterema parami łap, uzbrojonych w ostre szpony. Szybkie, małe, niebezpieczne. Mieszkają w tunelach ciągnących się, praktycznie pod całym państwem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz