-Słuchasz mnie w ogóle?-badawczy wzrok szatynki spoczął na mej twarzy.
- Oczywiście Yumi. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby chociaż jedno słowo z Twych ust umknęło mojej uwadze- dodałem, posyłając jej serdeczny uśmiech, którym zawsze mogłem ją opleść sobie wokół palca. Z resztą nie tylko ją. Pozostałą część tych prostaków również mogłem kupić byle głupim tekstem.
-Więc mam nadzieję, że nas nie wystawisz jak ostatnio- wtrąciła piegowata blondynka o roześmianych oczach.
-Musicie mnie zrozumieć. Każdej nocy Shinigami może zaatakować, więc może chociaż raz uda nam się odnaleźć rannego na czas i mu pomóc. Poza tym Hideake ma ostatnimi czasu dużo pracy, a ja zobligowany jestem do pomocy- dodałem, starając się wyjść na jak najbardziej zdołowanego.
-Cały Kuro- tym razem wypowiedział się chłopak, przewracając przy tym oczami.- No nic, to my idziemy się przygotować, żeby zdążyć przed zachodem Słońca.
On jak i pozostałe trzy osoby pomachały na odchodne, uśmiechając się życzliwie w moją stronę.
-Gdzie Ci debile idą?- syknąłem do siebie, myśląc jak nisko musiałem upaść, by zadawać się z takimi nieudacznikami jak oni. Przynajmniej byłem wolny od nich na resztę dnia. Dzisiejszej nocy miałem w planie łowy, więc czym prędzej wybrałem się na przechadzkę po wiosce, by dokładnie wybrać potencjalną ofiarę, która planuje wypad poza bezpieczne ściany domostwa.
Słońce wkrótce miało dotknąć horyzontu, toteż nie miałem zbyt wiele czasu. Ale zaraz, czy to nie zapach słodkiej, ciepłej krwi? Pociągnąłem kilka razy nosem, by namierzyć dokładniejszą lokalizację zapachu. Ciekawość prowadziła do centrum, gdzie namierzyłem drobną postać, przecinającą chwiejnym krokiem kolejne metry ścieżki. Stanąłem na jej drodze w najodpowiedniejszym momencie, gdy jej kolana zetknęły się z podłożem. Na to właśnie czekałem!
- Hej, wszystko w porządku? - zacząłem, udając zatroskanego
Zaskoczyła mnie jej bojowa postawa. Sądziłem, że ta od razu poprosi o pomoc lub będzie się wykręcać, by nie robić mi kłopotu. Świetnie, w końcu coś nowego.
- Powinien cie ktoś opatrzyć! -dodałem szybko, nie pozwalając jej odejść.
- Powinnam to ja ci poderżnąć gardło za to, że w ogóle śmiesz się do mnie odzywać- mruknęła rozzłoszczona dziewczyna.
Nadal nie dawałem za wygraną, ciesząc się z tak wyszczekanej ofiary. Już zacząłem się zastanawiać jak długo zajmie mi złamanie jej pewności siebie i ukazanie słabości.
- Potrzebne są mi tylko bandaże- zerknęła na mnie, z wolna zataczając się uwodzicielsko w moją stronę.
Jej szkarłatne tęczówki wbiły się w mą twarz, próbując zmusić do współpracy. Coś mi tu nie grało. Była zbyt pewna siebie jak na tak poważny stan w jakim była. Musiała być chora umysłowo, albo... kryła coś co mogłaby wykorzystać na przeciętnych śmiertelnikach. Miałem dziwne przeczucie co do niej i jeszcze ten zapach.
-Więc jak będzie, nieznajomy?- ponowiła pytanie, nadal mnie kokietując.
-Załatwię, przy okazji Cię obejrzymy, tędy- machnąłem ręką, obracając się na pięcie.
-Ty jesteś głupi? Chcę tylko bandaże, a nie pomocy jakiś wieśniaków, którzy nie wiedzą nawet jak wygląda książka- warknęła.
Choć sytuacja już zaczęła mnie irytować, nadal zachowywałem drętwy uśmiech na twarzy.
-Nie szczekaj tyle, marudo. Pośpiesz się- chwyciłem skrawek jej bluzy na rękawie i przyciągnąłem nieco do siebie. Wiedząc o jej bojowym nastawieniu, przewidziałem atak ze strony dziewczyny, która gotowa była już złamać mi rękę, więc w ostatniej chwili się wycofałem, odskakując zwinnie w bok.
-Nie tak szybko maleńka. Jesteś za słaba, by ruszyć do lasu, a tym bardziej uciec przed Shinigamim- zaśmiałem się, czekając na zainteresowanie z jej strony.
Nie musiałem długo czekać na jej reakcję, a raczej się jej nie doczekałem, bo ta ponownie upadła na kolana, tym razem nie mając siły by chociaż podnieść wzrok. Zaśmiałem się w duszy, ciesząc z triumfu. Krucha istotka wylądowała na moim ramieniu i ruszyliśmy żwawo do prowizorycznego szpitala, nie przejmując jej groźbami i ciosami w plecy.
-Nie wierć się skrzacie, bo zaraz oboje zaliczymy bliskie spotkanie z brukiem.
Jej bluza leżała, starannie złożona na krześle, podobnie jak reszta arsenału, który pod nim kryła. Doskonale wiedziałem z kim mam już do czynienia. Nie raz widziałem podobne noże, czy zabawki, które w sprawnych dłoniach zamieniały się w narzędzie śmierci. Musiała być jednym z łowców, polujących na moją głowę. Przeklinałem się za to, że nie wykończyłem jej na miejscu. Co prawda każdy łowca z jakim miałem do czynienia, padał kilka godzin po naszym spotkaniu, ale ona... Teraz doskonale wiedziałem z kim mam do czynienia. Po raz kolejny zganiłem się za głupotę jakiej się dopuściłem.
-Możesz przestać grzebać mi po rzeczach?- do uszu dotarł słaby głos, nadal przesycony jadem.
-Wybacz, byłem ciekaw, co to. Zainteresowało mnie... to coś- wskazałem na losowy przedmiot, mając nadzieję, że poznam tajniki jej sukcesu.
-Takimi rzeczami nie powinni bawić się tacy chłopcy jak ty- rzuciła złośliwie, uśmiechając się przy tym.
-To zrozumiałe. Nie mam prawa równać się z Twoimi zdolnościami- usiadłem obok niej.
-Skąd możesz wiedzieć jak dobra jestem?
-O zdolnościach Soshitsu powinni pisać pieśni. Musiałbym być głupi, by nie znać najlepszej zabójczyni w całej Japonii- rzuciłem z entuzjazmem, chcąc uśpić jej czujność.
-Coś za dużo wiesz, gnojku- podniosła się na łokciach, przyglądając badawczo opatrunkom.
-Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że ten czarny kundel w końcu Cię tu ściągnie i pozwoli mi Cię poznać, by nieco się nauczyć. Mam dość tego miasteczka i połowy jego mieszkańców- zacząłem narzekać.
-Jaki kundel? Mówisz o tym wilkołaku, wprawiającego w obawy samego króla? Gadaj co wiesz!
-A więc sam król słyszał o nim- duma rozpierała mnie od środka- No cóż. Nie wiele o nim wiadomo, z uwagi na to, że nikt nie przeżył spotkania z nim. Wiemy tyle, że jest czarny, co ułatwia mu łowy nocami. Jest niezwykle agresywny, nie ma regularnych ataków. Zdarzają się raz w tygodniu, czasem raz na miesiąc. Mówi się, że jego rozmiary można porównać do wierzchowca samego władcy. Najczęściej atakuje w lesie, ale zdarza mu się zapuścić do miasta.
-A jego oczy? Ktoś widział oczy?
-Na co Ci kolor jego oczu?
-Wieśniacy lubią ubarwiać swoje opowieści. Równie dobrze może to być gadanina jakiegoś pijaka, który widział zwykłego wilka. Przeważnie oczy wilkołaka przybierają złotą barwę, podczas, gdy wilcze są...
-Beznamiętne, płowe? Nie... te są inne. Mówi się, że są czerwone. Tak jak Twoje.
-Czerwone? Ja pierdole! Spore szanse, że nie będzie to zwykłe zlecenie. Król chyba sporo ucierpi finansowo na tej transakcji- opadła na poduszkę.
-A co w tym takiego dziwnego? Czy pierwszy raz masz do czynienia z czymś takim?- udałem zdziwionego.
-Nie ma czasu, żeby Ci o tym teraz opowiadać. Kiedy był ostatnio widziany?
-Wydaje mi się, że... chyba dwa tygodnie temu? Może dwa i pół
-Tej nocy pewnie zaatakuje. Zbieraj się, prostaku. Potrzebuje kogoś, kto mnie tam zaprowadzi.
-Czemu akurat ja?
-Bo chociaż rzygam tym Twoim uśmiechem i wydajesz się na tyle głupi, że nie boisz się mnie, to wiesz kim jestem, a także wydajesz się najbardziej kompetentnym idiotą w tej okolicy. Więc jeśli chcesz się czegoś nauczyć, to zbierz się w kwadrans, zanim się rozmyślę.
Nie tracąc czasu, wybiegłem z chaty, by spakować rzeczy, które przeważnie potrzebne są ludziom na noce w lesie. Wyczerpana łowczyni zaśnie szybko.
-To będą proste łowy- rzuciłem do siebie, szczerząc radośnie białe kły.
<Hokori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz