Przez chwilę patrzyłam za wychodzącym chłopakiem. Kiedy drzwi się za nim zamknęły, spojrzałam na zakrwawiony nadgarstek. Co ja w ogóle zrobiłam? I dlaczego?!? Podniosłam sie do siadu i kilkukrotnie uderzyłam dłońmi w policzki, dla otrzeźwienia. Wzrok miałam już normalny, poprawiło mi się, kiedy Kuro przytknął swój nos do okolic mojej szyi. Na samo wspomnienie przeszły mnie ciarki. To było... nigdy wcześniej nie czułam takiej przyjemności.. Nawet z zabijania. Chociaż chyba nierozsądne było porównywać te dwie przyjemności.
Przemieniłam się w granatowego kota, wcześniej upewniając się, że nikt tego nie zauważy, i wymknęłam się z pomieszczenia. Rozejrzałam się po dziedzińcu. Ani śladu Kuro, najwyraźniej musiał się przejść. Ja chyba też powinnam.. Przemknęłam się szybko pod jakiś daszek i usiadłam, zsuwając wszystkie cztery łapy. Popatrzyłam w zachmurzone niebo, z którego co chwila jakieś krople rozpryskiwały się tuż przede mną. Jedyny odgłos jaki mógł zakłócać moje myśli, to wiatr i deszcz. Miałam chwilę by pomyśleć. I to tak na poważnie.
Przecież ja się tak nigdy nie zachowywałam... Wszystkich trzymałam na dystans, nie pozwalałam się nikomu zbliżyć, az tu nagle... Zatelepałam łebkiem, kiedy duża kropla rozpryskała się o mój nos. Dlaczego to zrobiłam? Czy to przez to, że jako jedyny się mnie nie boi? A może przez to, że jako jedyny zdołał uniknąć mojego ciosu i poniekąd mnie okiełznał? A może... Nie mam pomysłów. Westchnęłam ciężko w głębi. Dlaczego ja pozwoliłam sobie na przywiązanie do tego kretyna?! Jak w ogóle można się do kogoś przywiązać w ciągu niecałych trzech dni?! Przecież to niemożliwe.. prawda...? No cóż... Faktem było, że, czy to przez przywiązanie, nadmiar alkoholu, czy cokolwiek innego, to chciałam, żeby Kuro... To mi nawet nie chce przejść przez myśl. Chciałam, żeby on... Żeby... Warknęłam pod nosem. Nic z tego. Nie przechodzi mi to nawet przez głowę, a co dopiero przez gardło. Zwiesiłam łeb i popatrzyłam w kałużę, która robiła się coraz większa. Zupełnie jak wrogość ludzi wobec mnie. Nie przeszkadzało mi to i nadal nie przeszkadza. Ale Kuro.. On jest inny niż wszyscy. Zdziwiona popatrzyłam w swoje odbicie. Co ja pieprze....? Przecież nie mogę nikomu ufać, nikogo do siebie dopuszczać! Jednak coś w nim jest... Kurwa mać. Podniosłam się i wróciłam do pustego pokoju. Przemieniłam się w człowieka, po czym usiadłam na łóżku, bawiąc się końcówkami włosów. Niesamowite jak jedna osoba może zmienić nasze życie. Niesamowite i przerażające. Gdzieś w głębi chciałam, żeby Kuro został w moim życiu jak najdłużej. Ale nie potrafiłam przyznać tego nawet przed sobą.
Długo czekałam na powrót chłopaka. Zrobiło mi się trochę zimno, więc zarzuciłam pelerynę na ramiona. Kiedy w końcu drzwi się otworzyły i stanął w nich białowłosy chłopak, na moje usta wpłynął niezauważalny uśmiech. Natychmiast wstałam i podeszłam do niego, patrząc prosto w szare oczy.
- Tak, jestem pewna wczorajszej decyzji, także dziś. - powiedziałam twardo, nie bardzo wiedząc jak mam się zachować. Nie umiałam rozmawiać z ludźmi w taki sposób. Klamiac? Owszem. Ale nie mówiąc prawdę, która ledwo przechodziła przez zaciśnięte gardło.
Kuro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz