- Nie twoja sprawa szczeniaku - w moim głosie na powrót zagościła złośliwość. Rozejrzałam się po najbliższym otoczeniu, zastanawiając się kto, i czy w ogóle, mógł mnie szukać. Teoretycznie pół kraju. W praktyce tylko parę osób. Niewiele jest ludzi na świecie, którzy są na tyle głupi, by mnie ścigać. By w ogóle się do mnie zbliżać. Zerknęłam kątem oka na białowłosego chłopaka. Nie był głupi. Tego byłam pewna. I był zwinniejszy niż typowi wieśniacy, dowodził tego unik, który wykonał, kiedy się spotkaliśmy. Mimo iż byłam, i nadal jestem, osłabiona, to moje ciosy są naprawdę szybkie, a jemu udało się go uniknąć. Coś było nie tak z tym chłopakiem... Zaczęłam zbierać rzeczy, które należały do mnie.
- Co robisz? - spytał chłopak, podnosząc się.
- Zabieram się stąd, nie widać? - syknęłam, posyłając mu wściekłe spojrzenie.
- Uciekasz? - zapytał, jakby... rozbawiony? Wyprostowałam się i wbiłam spojrzenie w pień drzewa, który miałam przed twarzą. - Zostawiasz tych ludzi na pastwę Shinigamiego? Nie pomożesz im?
Natychmiast się odwróciłam i przycisnęłam go do drzewa.
- Ja nikomu nie pomagam - syczałam przez zaciśnięte zęby - Mam gdzieś tych ludzi i to w jaki sposób zginą. Wisi mi to co stanie się z tobą i z tym zapchlonym kundlem. Nie uciekam, zmieniam lokacje. - odsunęłam się i powróciłam do pakowania rzeczy. - W następnym mieście mam dwa zlecenia. Kasa mi się przyda, na kolejne bandaże. A tobie radze się trzymać w wiosce. - mruknęłam i zarzuciłam kaptur na głowę. Po paru krokach, złapała mnie za ramię silna ręka.
- Ktoś musi opatrzyć twoje ramiona. - twardy głos białowłosego wywołał we mnie chwilowy paraliż, jednak szybko odskoczyłam, wyrywając się chłopakowi i kopiąc go centralnie w żołądek.
- Nie waż się mnie dotykać. - syknęłam. - Sama opatrzę sobie ramiona.
- Nie zrobisz tego sama.
- Zrobię. - warknęłam i zbliżyłam się do śpiącego bruneta. Wyciągnęłam, z kieszeni pałeczkę, która natychmiast przekształciła się w kosę. Przystawiłam ostrze do gardła chłopaka i popatrzyłam na niego nieco smutnie. Szkoda, że nie pamiętam jak to jest czuć. Szybkim ruchem pociągnęłam broń w swoją stronę, ostrze gładko przeszło przez szyję bruneta, odcinając ją od reszty ciała.
- I tak by go zabili - wzruszyłam ramionami, schowałam broń i odwróciłam sie na pięcie odchodząc. Muszę skołować jakąś pelerynę, żeby mnie nie rozpoznali tak szybko. Musiałam zostać w jednym miejscu kilka dni, żeby odzyskać w pełni siły. Najlepszym miejscem do tego byłby klasztor, oni zawsze mają miejsca, nawet dla takich jak ja.
Kuro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz