sobota, 26 marca 2016

Od Soishitsu (Hokori)

Wzruszyłam ramionami.
- Bywałam już w klasztorach, ale za każdym razem to był inny. Staram sie nie wracać dwa razy w to samo miejsce - mruknęłam, rozglądając się dookoła. Niedaleko, przed nami, rysowały się szczyty wzgórz, między którymi zazwyczaj były zakony. Liczyłam, że i tym razem duchowni postąpili według szablonu. Zatrzymałam się w pół kroku i narzuciłam na siebie pelerynę, którą zerwałam ze sznurka, jeszcze we wiosce. Zarzuciłam kolejny kaptur na głowę, zasłoniłam się fałdami materiału aż po same stopy i ruszyłam przed siebie. Kolejną część drogi pokonaliśmy w milczeniu. W sumie to mi pasowało. Praktycznie nie zauważałam obecności, tego szczeniaka. Nie przeszkadzały mi nawet myśli, mój umysł był zupełnie pusty. Wszystkie moje zmysły odpoczywały, chociaż cały czas pozostawały czujne. Nie mogłam sobie pozwolić na zupełne wyłączenie się, nie ufałam temu chłopakowi.
W końcu, po kilku godzinach marszu, około południa, dotarliśmy do bram wielkiego klasztoru, schowanego między wzgórzami. Tak jak sądziłam, duchowni zachowali szablon. Bez słowa weszliśmy na dziedziniec klasztoru, wciągu dnia brama była otwarta. Na szczęście był to jeden z przyjaźniej nastawionych domów duchownych. Na środku wielkiego dziedzińca stał kościół, na około niego, były ogródki, stajnie z bydłem, biblioteka, pomieszczenie lekarskie i różne inne tego typu miejsca.
- W czymś mogę służyć, moi przyjaciele? - łagodny, choć chropowaty głos zagadnął nas z prawej strony. Odruchowo drgnęłam i spojrzałam na niskiego, lecz pulchnego duchownego w brązowej szacie. Poruszyłam delikatnie ogonem, jednak ten ruch skryły fałdy peleryny. Spuściłam delikatnie głowę, by mężczyzna nie zauważył moich oczu, po których zapewne by mnie rozpoznał. Chociaż nie byłam pewna, że tacy ludzie jak on, znają kogoś takiego jak ja.
- Przybyłam tu wraz z mężem, szukamy schronienia na kilka dni. Podróżujemy pieszo, jesteśmy dość zmęczeni. - powiedziałam szybko, bez zastanowienia. Kątem oka widziałam lekkie zdziwienie, które pojawiło się na twarzy białowłosego.
- Och, oczywiście. Znajdzie się tutaj miejsce dla waszej dwójki, jednak kościół... - urwał, kiedy mu przerwałam.
- Oczywiście. Kościół jest przez nas wspierany finansowo. I tym razem tak będzie. - powiedziałam. Starałam sie by mój głos brzmiał łagodnie, chociaż chyba zapomniałam jak to robić... Kątem oka widziałam, że duchowny nieco się zmieszał, kiedy otwarcie, bez owijania w bawełnę, powiedziałam o pieniądzach. Jednak po chwili sie zreflektował i oparł.
- Tak, tak... A jak macie na imię, moi przyjaciele? - w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia jak nazywa się białowłosy chłopak.
- Nazywam się Hoshi - odparłam krótko. Zazwyczaj tym imieniem przedstawiałam się w klasztorach.
- Ach... Gwiazda. Bardzo ładnie, a ty, młody człowieku? - zwrócił się do białowłosego dupka.
- Kuro - powiedział, uśmiechając się miło. Ukradkiem przewróciłam oczami. Po krótkiej wymianie zdań na temat tego, dokąd zmierzamy, duchowny zaprowadził nas do jednej z wielu izdebek, które przeznaczone były dla przyjezdnych. Na do widzenia wręczyłam mężczyźnie kilka srebrnych monet, za co on podziękował i poinformował nas o jedzeniu, które możemy dostać w kuchni za darmo. Wystarczy poprosić tutejszego kucharza o strawę. Skłoniłam się duchownemu i zamknęłam delikatnie drzwi. Natychmiast rozwiązałam sznureczki od peleryny, które miałam zawiązane tuż pod gardłem. Dość ciężki materiał zsunął się z moich ramion i wylądował na drewnianej podłodze pomieszczenia. Pochwyciłam chłodne spojrzenie szarych oczu.
- Dlaczego powiedziałaś, że jestem twoim mężem? - spytał, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zasłoniłam peleryną, małe okno, po czym odwróciłam sie do chłopaka plecami.
- Bo inaczej daliby nam oddzielne pokoje. Wole mieć cię na oku. - mruknęłam, ściągając z siebie zakrwawioną bluzę. Mam nadzieję, że mają tu gdzieś.... Coś w czym mogłabym ją wyprać. Jak na razie rzuciłam ją na jedno z dwóch krzeseł i delikatnie poruszyłam ramionami. Bolało jak cholera, ale nie dałam tego po sobie poznać. Spojrzałam na swoje ciało, które było tylko w bieliźnie i przybrudzonych bandażach. Trzeba je znowu zmienić... W takim tempie zbankrutuje na samych bandażach. Cudownie.


Kuro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz