Zdziwiło mnie zachowanie dziewczyny, gdy szybkim ruchem pozbawiła życia nieprzytomnego chłopaka. Jej obojętny wzrok był mi dobrze znany. Sam tak wyglądałem lata temu, gdy rozpoczynałem swój żywot jako "Shinigami".
Bez słowa zarzuciła swój dobytek na ramię, starając się ukryć towarzyszący jej ból.
-Czego za mną leziesz?- rzuciła przez ramię.
-Mam siedzieć przy tamtym truchle?- odpowiedzenie pytaniem, na pytanie najwyraźniej nie przypadło jej do gustu.
-Rób jak chcesz. Możesz go nawet wypchać. Nie mój interes. Pytam tylko, po jakiego chuja łazisz za mną.
-Ktoś powinien Cię opatrzyć. Bynajmniej nie zrobisz tego sama.
-Widać znawca się znalazł- przewróciła oczami, a w jej głosie nadal było słychać kpinę.
-Żebyś się nie zdziwiła- mruknąłem nieco chłodniej.
Im dalej odchodziłem od wioski, tym czułem się wolniejszy. Nie wiem jakim cudem, ale maska jaka towarzyszyła przez ostatnie lata, zaczynała się odklejać.
-Tobie bałabym się powierzyć gałąź, a co dopiero...
-Daruj sobie uszczypliwości, mała. Jestem uparty i nie wrócę do wioski tylko dlatego, że mnie obrażasz. Idę za Tobą w konkretnym celu, więc zapomnij, że będziesz sama w ciągu następnych tygodni- zrównałem się z nią, na co ta tylko zmarszczyła nos z niezadowolenia.
-Przeginasz, dupku, ale widzę, że masz jaja jeśli dalej chcesz za mną chodzić, a tym bardziej zwracasz się tak do mnie. Chociaż to może czysta głupota.
-Ocenisz to samodzielnie, jeśli Ci tak na tym zależy. To, gdzie teraz?
-Klasztor. Tam nabiorę sił, wyleczę rany i pomyślę co dalej- urwała krótko, naciągając kaptur praktycznie na sam nos.
Pierwszy etap planu się powiódł. Teraz należy czekać na odpowiedni moment, by zaatakować. Czemu nie teraz? Niestety jestem honorowy, a tak łatwy łup, jakim była teraz nie cieszyłby mego podniebienia w takim samym stopniu, jak po trudnej walce.
Większość drogi przebyliśmy w ciszy, a jedynym tematem jaki poruszyliśmy, był właśnie ów klasztor, do którego za wszelką cenę, próbowaliśmy się dostać.
-Byłaś już tam kiedyś?
-A co?
-Zastanawiałem się jak może to wszystko wyglądać od środka. Nie miałem okazji opuszczać wioski zbyt często- przeciągnąłem się, po całonocnej podróży.
<Soishitsu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz