Głowa dziewczyny oparła się o pień drzewa, odsłaniając nieco jedno z jej kocich uszu. Ogon nadal delikatnie podrygiwał, dając dokładnie znać, że ta jest w pełni świadoma tego co dzieje się wokół niej. Niech ją szlag i te jej ostrożność. W końcu musiałem zaatakować. Wkrótce zapadnie zmrok, a moje zniknięcie będzie jeszcze bardziej podejrzane. Starając się podnieść jak najciszej z ziemi, ruszyłem z wolna w głąb dziczy, by zmienić się w zmorę okolicznych wiosek.
Albo idzie za mną, albo jej smród jest wyjątkowo silny. Węch cały czas wskazywał na to, że ta jest w pobliżu. W końcu zapach osłabł na tyle mocno, bym miał pewność, że mogę przybrać wilczą postać.
-Zobaczymy, czy jesteś wystarczająco dobra, Soshitsu, by mnie pokonać- zaśmiałem się w myślach, czując już smak jej krwi w gardle.
Ku mojemu zdumieniu obozowisko było puste. Przywarłem nos do ziemi, by wyśledzić lokalizację łowczyni. Dziwne, powinna być gdzieś tutaj.
Wrzask mężczyzny wyrwał mnie ze skupienia. Cholerny pijak! Przez jego debilizm straciłem przewagę. Zwinnym susem niknąłem w ciemnościach, chcąc jak najprędzej ponownie pojawić się na miejscu jako życzliwy do porzygu Kuro o urokliwych szarych oczkach, za którymi większość panien podąża niczym stado owiec.
Zdyszany, dostrzegłem walkę prostaków z łowczynią, która mimo złego stanu, unikała schwytania. Nikt nie będzie wykradał mi pożywienia.
-Czy was wszystkich już do końca pogięło? Zostawcie ją!- krzyknąłem, szarpiąc jednego z mężczyzn.
-Nie wtrącaj się Kuro! Ta panna to same kłopoty- odparł, próbując wyrwać dłoń z uścisku.
-Kłopoty to ty będziesz miał, jak jej nie puścicie- krzyknąłem zniecierpliwiony.
Wszyscy zerknęli na mnie jak na szaleńca, tylko nie dziewczyna, której spojrzenie wyrażało zniesmaczenie moją osobą. Idiotka...
-Soshitsu to ostatnia osoba, która może uratować wam skórę przed Shinigamim. Zdziała więcej w pojedynkę, niż wasza grupa!
-Nie narażę rodziny na przebywanie w jej obecności. Tego kundla ubijemy bez jej pomocy- syknął postawny kowal, z którym w jednej chwili zgodziła się reszta mężczyzn.
-Chcecie jej śmierci? To proszę bardzo, ale znam lepsze rozwiązanie. Jeśli zabijecie ją teraz, liczba ofiar nadal będzie rosła. Jeśli natomiast wyślecie ją do walki z nim, zginie on, albo ona. Niezależnie od wyniku, wygrany odniesie spore rany, a wtedy łatwiej będzie zlikwidować oba cele- zacząłem, nie mogąc pogodzić się z tym, że zaszczyt zabicia ostatniego profesjonalnego łowcy nie przypadnie mi.
Ciche szepty, konsternacja, a chwilę później białowłosa stała obok mnie z nienawiścią w oczach.
-Obyś się nie mylił. Lepiej jej pilnuj i niech nie zbliża się do wioski, inaczej sam za to odpowiesz- kowal skazał mięsistym palcem na naszą dwójkę, po czym zniknął wraz z resztą mężczyzn.
-Po cholerę się wtrącałeś idioto. Dałabym sobie rady bez Twojej pomocy- warknęła niezadowolona.
-Zabiłabyś ich i co by Ci to dało? Przyszłoby ich więcej. Nie wystarczy Ci, że już ściga Cię pół kraju, a druga połowa czeka, aż się zjawisz?
-Kolejna grupa wieśniaków... żadna strata- wzruszyła ramionami.
-Zgodzę się, ale chcę się czegoś nauczyć, zanim wyślą Cię do piachu- uśmiechnąłem się serdecznie.
-Właśnie!- obróciła się na pięcie, chwytając mnie za skrawek koszuli, by chwilę później przyłożyć mi nóż do gardła.- Gadaj, gdzie byłeś!
-Znalezienie czegoś do jedzenia może nie jest moim obowiązkiem, ale liczyłem, że drobny posiłek przywróci Ci siły.
-Nie kłam, gdzie masz jedzenie?- zacisk na materiale stał się silniejszy.
-Widziałem go. Musiałem sprawdzić czy jeszcze żyjesz, a balast jedynie spowalnia. Jeśli chciałbym, żebyś zginęła, stałbym oparty o tamto drzewo i patrzył, jak tamci z wolna Cię wykańczają.
Czerwone oczy szybko przebiegły po mojej sylwetce, po czym ich właścicielka odepchnęła mnie szybko, chowając ostrze.
-Powiedzmy, że Ci wierzę- wymamrotała, powracając na poprzednie miejsce.
-Nie ma za co- posłałem jej uśmiech, kierując kroki w okolice sąsiadującego pnia.
-Wal się- mruknęła, naciągając kaptur prawie na sam nos.
Tym razem uszła z życiem... zadufana w sobie kretynka. Następnym razem nie będzie miała tyle szczęścia.
<Hokori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz